Dwa punkty w starciu z Gliwicami

Trwa zła passa siatkarek AZS Politechniki Śląskiej Gliwice w meczach wyjazdowych. Tym razem musiały uznać wyższość Budowlanych Toruń. Przegrywały już 0:2, ale dzięki ambitnej walce doprowadziły do podziału łupów. Tie-breaka jednak nie potrafiły rozstrzygnąć na swoją korzyść.

Budowlani, choć w tabeli plasują się na 11 miejscu, to u siebie potrafią powalczyć z każdą drużyną. Gliwiczanki natomiast od dłuższego już czasu nie mogą złapać właściwego rytmu. Podopieczne Wojciecha Czapli w jednym nawet meczu potrafią mieć bardzo słabe momenty, by odbudować się i pokazać, że w siatkówkę grać potrafią.

Pierwsze dwa sety pojedynku z Budowlanymi były fatalne w wykonaniu Akademiczek. – Dwa pierwsze sety nie ułożyły się po naszej myśli. Torunianki szybko odskoczyły nam  na kilkupunktowe prowadzenie i nie byłyśmy w stanie ich  dogonić – mówi Malwina Stroińska. Wydawało się, że gospodynie łatwo zgarną trzy punkty, ale po drugim secie nastąpiła zmiana w grze zespołu gości. – Przyjęcie zaczęło lepiej funkcjonować, kończyłyśmy ataki, no i lepiej wiedziałyśmy już jak gra zespół z Torunia. Gdzie ustawić się w obronie czy jak zablokować – wyjaśnia Nikola Abramajtys.

Sama wiedza to jednak za mało, jeszcze trzeba było wdrożyć to w praktyce. – Od tego trzeciego seta nasza gra zaczęła wyglądać znacznie lepiej. Poprawiło się przyjęcie, ataki były skuteczne, wynik był punkt za punkt. W końcówce trzeciej partii udało nam się skończyć kilka piłek z drugiej linii. Wygrałyśmy tego seta na przewagi. Czwarty był  podobny do trzeciego, ale w pewnym momencie torunianki nam uciekły.  Przy prowadzeniu Budowlanych 22 do 18,  na zagrywkę weszła Marysia Woźniczka i zdobyłyśmy pięć punktów z rzędu. Po wybronieniu  trudnej piłki, wygrałyśmy tego seta 25:23 – dodaje Stroińska.

W meczu tym w większym wymiarze czasowym zagrała już Erica Salanciova. Słowaczka wraca po urazie do formy. W poprzednim meczu jeszcze nie pomogła koleżankom, ale w tym już zaliczyła sporo udanych zagrań. Tie-breaka nie udało się jednak wygrać. – Grałyśmy punkt za punkt, była niesamowita walka, duża liczba obron i sporo skutecznych ataków. Niestety, torunianki okazały się lepsze. Przegrałyśmy 13 do 15 – wzdycha Stroińska. .

Odmienne nastroje panowały w szeregach gospodyń. – Szkoda, że nie wygrałyśmy za trzy, ale dobrze, że podniosłyśmy się w tie-breaku i pokazałyśmy w nim swoją wyższość, tak jak w pierwszych setach. Przed meczem nasza strata do gliwiczanek wynosiła pięć punktów. Zniwelowałyśmy ją tylko o punkt, a można było o trzy. Zwycięstwo jednak trzeba docenić. Nie wiem, ile już grałyśmy tie-breaków, ale do tej pory udało nam się wygrać tylko jeden, z Krosnem, w naszym pierwszym zwycięskim meczu w tym sezonie – powiedziała po meczu Barbara Sokolińska, kapitan Budowlanych i była zawodniczka AZS Gliwice.

Jeden punkt nie poprawił sytuacji gliwiczanek w tabeli, ale dał wiarę, że może być lepiej. – Szkoda, że nie udało nam się wygrać tie-breaka, bo wracałybyśmy do Gliwic z dwoma punktami. Plus jednak jest taki, że dałyśmy radę podnieść się po tych dwóch przegranych setach, podjąć walkę i niewiele zabrakło, by wygrać ten mecz – zaznacza Abramajtys.

Budowlani Toruń – AZS Politechniki Śląskiej Gliwice 3:2
(25:16, 25:15, 24:26, 23:25, 15:13)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.